Wyszukiwarka

Newsletter

Informacja ZTM o funkcjonowaniu komunikacji miejskiej

tel. 61 646 33 44

Telefon alarmowy Centrali Nadzoru Ruchu

tel. 19 445

Powiadamianie SMS

wyślij SMS o treści: MPK pod numer tel. 4476

aby zrezygnować wyślij SMS o treści: MPKSTOP pod numer tel. 4476
uitp-logo-2014
Co wydarzyło się na Azaliowej

Komunikaty

T6
24.06.2017 Dotyczy zmiany przystanków dla linii T6 za tramwaj.
    MALTANKA
7  8  57  66  73  ...
24.06.2017
25.06.2017
Challenge Poznań 2017 - zmiany w kursowaniu komunikacji
2  3  6  7  9  ...
24.06.2017
31.08.2017
Królowej Jadwigi: remont torowiska
wszystkie linie tramwajowe i autobusowe
24.06.2017
31.08.2017
Letni rozkład jazdy
66  233
21.06.2017 Pętla Zieliniec: remont drogi
46
03.06.2017 Linia 46 pojedzie do Strzeszynka
239
25.05.2017 Jednokierunkowa ul. Nowina
  Więcej komunikatów...
Sprawdź nasze oferty pracy!
ares-pies-kierowcy-z-azaliowej2 listopada wieczorem, na przystanku przy ul. Azaliowej, pies zginął pod kołami autobusu. Sprawa odbiła się szerokim echem zwłaszcza wśród mieszkańców Dębiny. Była też relacjonowana i komentowana na łamach portalu epoznan i w WTK. Za pośrednictwem tych mediów zaapelowaliśmy, by zgłosili się do nas bezpośredni świadkowie tego zdarzenia, bo obiecaliśmy sprawę wyjaśnić i  ustalić stan faktyczny.
Na apel zareagowała Pani Beata. Z jej udziałem, z udziałem Straży Miejskiej i  kierowcy - Pana Jaromira, któremu zarzucano skandaliczne zachowanie i  winę za śmierć psa - podjęliśmy się rekonstrukcji zdarzenia. Z relacji uczestników, które  zderzyliśmy z  zapisem z rejestratora wyłania się taki opis: 

Pani Beata: Stałam na przystanku przy ul. Azaliowej ze swoją mamą i trójką dzieci czekając na autobus linii 76. Moje dzieci bawiły się z małym psem należącym do starszej pani, która poruszała się o lasce i miała przy sobie jakąś siatkę z zakupami. Autobus podjechał o godz. 17.22, było już ciemno. Wsiedliśmy trzecimi drzwiami.
Kierowca Jaromir: Tego dnia nie musiałem się śpieszyć, nie było na drodze korków. Prowadziłem autobus linii 76, to był przegub, 18-metrowy. Taki długi autobus nie mieści się w krótkiej zatoce przystankowej przy ul. Azaliowej. Załamuje się w przegubie i patrząc w lusterko po prawej stronie, nie widać dobrze co dzieje się w drugim członie pojazdu.  
P.B.: Najpierw wpuściłam do autobusu moje dzieci, żeby weszły bezpiecznie, potem sama wsiadłam. Za mną weszła ta starsza pani ciągnąc za sobą na smyczy swojego psa. Pamiętam, że weszła pierwsza, nie wpuściła psa przed sobą i miała problemy z poruszaniem się. Stanęliśmy przy końcu autobusu, było nas kilkoro. Jakaś osoba stała z przodu.
K.J: Sprawdziłem w bocznym lusterku, że wszyscy weszli i przystanek jest pusty. Drzwi zamknęły się automatycznie i mogłem kontynuować jazdę.
P.B: Starsza pani ze smyczą w ręku krzyknęła „mój pies!”. Zauważyłam, że pozostał na zewnątrz i zawołałam, żeby kierowca zatrzymał autobus. Kierowca mógł go nie widzieć, było już ciemno.
K.J.: Było jakieś zamieszanie, hałas na tyłach autobusu. Ale dopiero po chwili jakiś pasażer, który był z przodu zwrócił się do mnie, żebym się zatrzymał. Znalazłem miejsce, w którym mogłem bezpiecznie stanąć.
P.B: Kiedy kierowca się zatrzymał starsza pani upuściła siatkę z zakupami. Pomogliśmy jej zebrać wszystko i spakować do siatki.
K.J.: Zatrzymałem się, ale nikt z autobusu nie wysiadł. Dlatego ponownie ruszyłem.
P.B.: Znów krzyknęliśmy, żeby się zatrzymał.
K.J.: Pomyślałem, że żarty sobie ze mnie robią, ale pomimo to, znów się zatrzymałem. I wówczas z autobusu wysiadła jakaś starsza pani. Chwilę jeszcze poczekałem zanim zacząłem kontynuować jazdę. Wracając z placu Bernardyńskiego na Dębinę zobaczyłem tę samą, starszą panią, która wtedy wysiadła. Stała na przystanku, a na ziemi były jej  torba i siatka.



Przemysław Piwecki – rzecznik prasowy Straży Miejskiej: O godzinie 17.32 odebraliśmy sygnał, że na przystanku przy ul. Azaliowej leżą zwłoki psa. Wysłaliśmy pogotowie czystości.

Sprawdzamy numer telefonu z którego było zgłoszenie do Straży Miejskiej. To nie jest numer telefonu Jaromira. Numer należy do innej osoby.

Pan Paweł: Tak. To ja dzwoniłem do Straży Miejskiej. Zgłaszałem, że przy przystanku leżą zwłoki psa. Byłem przechodniem i nie widziałem zdarzenia. Byłem w odwiedzinach u babci, która tam mieszka i często ją odwiedzam.  

K.J.: Wykonując następny kurs w pobliżu przystanku na Azaliowej zobaczyłem pogotowie czystości Straży Miejskiej i służby oczyszczania miasta, a pracownik utylizował jakąś ciemną plamę na przystanku. Była też ta starsza pani. Kiedy ponownie wracałem na Dębinę nie było już ani kobiety ani auta, a miejsce było posypane proszkiem.
Nie wiedziałem, że pies dostał mi się pod koła, bo nie widziałem żadnego psa. A żaden z pasażerów nic mi o tym nie mówił. Powiedział tylko żeby zatrzymać.
P.B: A dlaczego kierowca nie wysiadł z kabiny, żeby zobaczyć co się dzieje? 
K.J: Byłem między przystankami. Między przystankami nie wolno się zatrzymywać. Pomyślałem, że może drzwi przytrzasnęły czyjąś siatkę albo płaszcz. To był nieszczęśliwy wypadek, ja nie widziałem żadnego psa i nigdy bym nie skrzywdził zwierzęcia. Mamy w domu psa przygarniętego ze schroniska – kocha go cała rodzina. Zanim znalazł się u nas, przez 16 lat była z nami nasza ukochana suczka Rita, którą przygarnęliśmy z ulicy, a  towarzyszyła nam w każdym momencie życia. I doskonale pamiętam jaki przeżywaliśmy dramat gdy zdiagnozowano u niej raka żołądka, a operacja nie dawała dobrych rokowań. To była ogromna, bolesna strata, z której długo nie mogłem się otrząsnąć. Dlatego z całego serca współczuję tej starszej pani, doskonale rozumiem co przeżywa. Czuję się jednak głęboko skrzywdzony i zraniony upokarzającymi obelgami, które padły na mnie po tym nieszczęśliwym wypadku. Czułem że zapadł na mnie wyrok zanim sprawa mogła być  wyjaśniona. 

Co wydarzyło się na Azaliowej?
W naszej ocenie doszło do przykrego w skutkach, nieszczęśliwego wypadku.
Było ciemno i kierowca nie widział psa przy tylnej burcie załamanego członu autobusu, a tym bardziej nie widział smyczy, do której pies był uwiązany. Ta smycz go uwięziła. Kluczowa w tej sprawie jest fundamentalna zasada bezpieczeństwa przy wchodzeniu do pojazdu. Najpierw wchodzą dzieci, a potem ich opiekun, najpierw wchodzi pies, a potem jego właściciel. Odwrotnie – przy wychodzeniu z  pojazdu.
Niech to przykre zdarzenie na ul. Azaliowej będzie dla nas wszystkich przestrogą. Jeśli będziemy przestrzegać tej prostej zasady, z pewnością uda się nam uniknąć wielu przykrych sytuacji.   
Wzajemne spójne opisy zdarzenia wszystkich jej uczestników oraz zapis z rejestratora nie pozwalają dopatrzyć się w działaniu kierowcy świadomego działania i winy, choć to, że nie wyszedł z kabiny, by sprawdzić co stało się na pokładzie autobusu, nie zapytał i się sprawą nie zainteresował, poczytujemy za jego błąd.
Szczerze współczujemy starszej pani z powodu straty psa. Bardzo nam przykro. Mamy jednak nadzieję, że nawet ta starsza pani nie wierzy, by kierowca autobusu świadomie zabił jej psa. Nasz kierowca Jaromir to człowiek, który kocha zwierzęta. Przysłał nam zdjęcie swojego owczarka Aresa, którego przygarnął ze schroniska, gdy rodzina nie mogła przeboleć straty poprzedniego pupila (na załączonej w artykule fotografii).
 

Do poprawnego wyświetlania strony niezbędne jest posiadanie zainstalowanej w systemie operacyjnym jednej z przeglądarek: Internet Explorer 7, FireFox 2, Opera 9.5, Safari 3 lub nowszych.

 

Na tej stronie używamy cookies (tzw. ciasteczka), aby zapamiętać Twoje ulubione ustawienia i szybciej wyświetlać Ci je podczas kolejnych wizyt tutaj. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia cookies w Twojej przeglądarce i uniemożliwić zapisywanie ich na Twoim dysku.

Designed By Soul & Mind